Zero zero zero. Kolejny Narcos?
Ponoć wszyscy lubimy te piosenki, które już znamy. Podobnie jest z serialami. Spodobał mi się "Narcos", więc z przyjemnością obejrzałem "Narcos Meksyk" i sięgnąłem po "El Chapo". Mimo różnic, to bardzo podobne seriale. Wszystkie oparte na prawdziwej historii, rozgrywające się w Ameryce Łacińskiej. Każdy to opowieść o wzlocie i upadku. Gdy więc usłyszałem o "Zero zero zero", to od razu pomyślałem: "O super! Kolejny Narcos!"
Sęk w tym, że "Zero zero zero", to nie jest kolejny "Narcos" i wiedziałem to po pierwszej minucie. Klimat produkcji od Amazona jest zupełnie inny. Mroczny. Duża zasługa w tym muzyki, która często kontrastuje z obrazem. Tu przykładem może być właśnie pierwsza scena. Piękny włoski krajobraz i niepokojąca muzyka. Gdyby muzyka była inna, nie byłoby zupełnie napięcia w tej scenie.
"Zero zero zero" to serial inny. Nie jest to piosenka, którą znałem. Choć niektóre nuty odnalazłbym w innych serialach. Zwłaszcza w "Grze o tron". Intrygi i zwroty akcji zapadają w pamięć. I to jest jedna z zasadniczych różnic w porównaniu z produkcjami Netflixa. "Zero zero zero" nie jest opowieścią o ludziach, których znajdziemy w Wikipedii. To ekranizacja książki Roberto Saviano. I początkowo - nie ukrywam - brakowało mi tego "autentyzmu", do którego przyzwyczaił mnie Netflix, poczucia, że oglądam historię, która się wydarzyła (mimo iż jest podkoloryzowana). Szybko jednak zapomniałem o tym i wkręciłem się w intrygę zbudowaną przez Saviano.
Serial Amazona ma również jedną istotną cechę, której nie ma "Narcos" - pokazuje szerszą perspektywę. Nie tylko producentów, ale również hurtowych odbiorców i pośredników. Dzięki temu otrzymujemy opowieść toczącą się w Meksyku, we Włoszech, w Stanach Zjednoczonych a nawet w Kamerunie czy Maroko. Przy czym warto dodać, że narracja również jest poprowadzona dość oryginalnie. Często dochodzimy do pewnego momentu a następnie cofamy się, aby dotrzeć do niego jeszcze raz, tyle że z innego miejsca. Zabieg ten nawet czasem wydaje się irytujący, zwłaszcza gdy docieramy do momentu kulminacyjnego.
Czy "Zero zero zero" jest lepszy niż "Narcos"? Nie wiem. To tak jak porównywać chipsy i czekoladę. Każde ma inny smak. Produkcja Amazona to ewidentnie coś innego niż seriale Netflixa. Inny klimat, inna forma. Mi, szczerze mówiąc, przypadła ona do gustu. 8 odcinków wciągnąłem w tydzień. Polecam tego allegrowicza!
Leave Zero zero zero. Kolejny Narcos? to:
Read more #polish posts
Best Posts From Dawid Hallmann
We have not curated any of hallmann's posts yet. But you can encourage our curation team to review posts by visiting them regularly and by referring other readers. Because we give priority to frequently read content.