Czy Herbert żyje? [podejście pierwsze]
Pomimo urlopu dziekańskiego postanowiłem zaliczyć Kulturę Polską XXI wieku i mieć z nią spokój w przyszłym roku. O ile jednak egzamin mogę sobie przełożyć na wrzesień, o tyle do końca maja muszę przysłać pracę zaliczeniową poruszającą jakiś problem kultury polskiej obecnego stulecia. Długo się zastanawiałem nad tematem. Ostatecznie wygrał pragmatyzm i postanowiłem, że pochylę się nad kwestią, którą zamierzam poruszyć w mojej pracy magisterskiej, czyli oddziaływanie poezji Zbigniewa Herberta na twórców już po jego śmierci.
Moja instalacja: Herbert odpalający koktajl Mołotowa.
Paradoksalnie nikt w Polsce się tym jeszcze nie zajmował. Przynajmniej Google głucho milczy na ten temat. W ostatnich latach wyszło bardzo dużo książek na temat poety. Wszystkie one jednak koncentrują się na jego życiu lub różnych różnych motywach literackich. Nic jednak nie ma o recepcji jego wierszy i tego jak odbijają się echem w innych tekstach kultury. Czy jest tego dużo czy mało trudno mi ocenić. Jako, że nikt tego nie zbadał, to sam muszę szukać - często po omacku. Poniżej to, co udało mi się znaleźć do tej pory.
Maciej Marcisz, "Taśmy rodzinne":
Gromadzenie przedmiotów, doświadczeń i podróży z roku na rok robiło z rodziny Małysów prawdziwych specjalistów od dobrego smaku. Jak w wierszu Herberta - poprzedni system musiał upaść choćby ze względu na swoją kosmiczną brzydotę. Małysowie byli przedstawicielami nowego systemu i nowego piękna - liznęli trochę świata, czytali prasę i po prostu wiedzieli, co się robi, jak się wygląda, a jak nie. Alicja Małys miała w swojej garderobie projekty Arkadiusa i Ewy Minge i nawet najmłodsza członkini rodziny wiedziała, że skarpet nie nosi się do sandałów, a na ruchomych schodach należy stawać po prawej stronie.
Ałbena Grabowska, "Stulecie Winnych":
Dziewczynki jednocześnie sięgnęły do swoich torebek, uszytych przez nią z kawałka gabardyny, farbowanego na czerwono barwnikami do jajek wielkanocnych. Ania westchnęła na ten widok. Torebki także były świadectwem ogólnokrajowego kryzysu. Na każdym kroku było widać szarość i biedę, niczego nie można było dostać. Trzeba było kombinować, przerabiać i łatać. Kolorowe woreczki uszyła ciotecznym wnuczkom na urodziny, a one tak się cieszyły, jakby nie widziały ładniejszych. Wielokrotnie rozmawiała na ten temat z rodziną, znajomymi, wszyscy potwierdzali, jakie to żałosne, że wszelkie przejawy inwencji, takie jak samodzielne szycie ubrań, ozdabianie domów rękodziełem przydawały Polakom jedynie rys szlachetnego ubóstwa niż rzeczywistej urody. Najlepiej podsumował to Zbigniew Herbert, który napisał w jednym ze swoich wierszy: ...To wcale nie wymagało wielkiego charakteru/ nasza odmowa, niezgoda i upór/ mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi/ lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku/ Tak smaku...
Nikodem Pałasz "Jeśli wrócisz":
Patrzył na nich już nie jak na gówniarzy, ale jak na młodych, dojrzałych ludzi. Świadomych niebezpieczeństwa, a mimo wszystko gotowych na najgorsze. Nigdy taki nie byłem, pomyślał. My... nigdy tacy nie byliśmy.
– A ty to jesteś z nami czy przeciwko nam? - zapytał w końcu Boguś.
Ten gość w podrabianych dżinsach odry i koszulce tak spranej, że w moich czasach nie zasługiwałaby nawet na miano szmaty do podłogi, daje lekcje patriotyzmu o większym znaczeniu niż pięćdziesiąt apeli na część Żołnierzy Wyklętych, Powstania Warszawskiego i Styczniowego razem wziętych. Pajace chodzące po ulicach w koszulkach z napisem "44 Pamiętamy" albo "Chwała bohaterom" mogłyby mu buty czyścić. A nawet i na to nie zasługują.
– Chcę mieć sto procent pewności, że... - zaczął Kacper.
– Sto procent? - oburzył się Boguś. - Że co? Że jak mi ubek da w mordę, to nie powiem o tobie?
Kacper spojrzał na Kingę i pokręcił głową. Ta odpowiedziała mu, recytując fragment wiersza Zbigniewa Herberta:
cmentarze rosną maleje liczba obrońców
ale obrona trwa i będzie trwała do końca
i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden
on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania
on będzie Miasto
patrzymy w twarz głodu twarz ognia twarz śmierci
najgorszą ze wszystkich twarz zdrady
i tylko sny nasze nie zostały upokorzone
– Nie znam - przyznał Kacper.
– To Herbert. Raport z oblężonego miasta. - wyjaśniła Kinga. - Szkoda, że nie znasz. U was się tam nie czyta wierszy?
– Czyta się, ale tego nie znałem - odparł zażenowany.
Jarosław Kamiński "Wiwarium":
Po zajęciach zamknął się w pokoju na poddaszu, usiadł za biurkiem i przez parę minut bębnił zdenerwowany palcami po blacie. Uspokajał się powoli, przeglądając książki, które odłożył do natychmiastowej lektury. Na wierzchu sterty leżał Raport z oblężonego miasta Zbigniewa Herberta, opublikowany w nielegalnym wydawnictwie, jeszcze w czasach PRL-u. Tekst wydrukowano małą czcionką, farba wyblakła, litery były często nieczytelne. Książkę czytało się z trudem, ale podziemne wydanie dodawało lekturze smaku. Przypominało, że kiedyś wierszy poety zakazano - i nie bez powodu. Sięgały najgłębszych doświadczeń społecznych, wypowiadały je obrazami, które miały siłę jednoczenia czytelników.
Poemat dotyczył spraw ostatecznych, losu polis. Miasto znajdowało się w stanie upadku. Zbliżał się jego kres, ginęli ludzie, kultura duchowa i materialna. Nie było szansy na ocalenie, jeśli nie godziło się na samooszukiwanie albo kompromis z barbarzyńcami. "Patrzymy w twarz głosu twarz ognia twarz śmierci najgorszą ze wszystkich - twarz zdrady", Bruno powtarzał w myślach frazę poematu. Im bardziej wczytywał się w jego treść, z tym większą traktował go podejrzliwością. Utwór powstał w stanie wojennym, w schyłkowym okresie realnego socjalizmu. Piekielne moce sprzysięgły się, aby zniszczyć nie tylko kraj, ale i cywilizację łacińską. Za jej ostatecznego obrońcę uznał się bohater poematu, nieznany z imienia i nazwiska Kronikarz. Napastnicy się zmieniali, oblężenie trwało niezmiennie od wieków. Raz napadali na Miasto Goci, innym razem Tatarzy, ale też Szwedzi, hufce cesarza, pułki Przemienienia Pańskiego. Barbarzyństwo oznaczało przeciwieństwo kultury. Co za przyjemna wizja świata: cywilizacja - barbarzyństwo. My - dziedzice kultury, oni - dzicy, krwiożerczy Scytowie, pijący wino z czaszek swoich wrogów. Mieszkańcy oblężonego polis, twórcy państwa idealnego, mieli prawo uznać się za stojących ponad ciemną barbarią. Mieli prawo cywilizować podrzędne ludy, formować je, a jeśli trzeba, karać i zniewalać. Dla wyższego dobra oczywiście. Aby uzasadnić podległość barbarzyńców, należało odrzeć ich z człowieczeństwa. Czy byli okrutni? Oczywiście. Nawet jeśli przegrali? Chyba nie bardziej od zwycięzców. Czy pozostało po nich coś większego i piękniejszego? Pytanie pozbawione sensu, skoro nie pozwolono im rozwijać się w zgodzie z włąsnym wyobrażeniem. Paradoksy zapomnienia, paradoksy odklejania się znaczenia od znaku. Kto myślał inaczej, pokazywał najgorszą twarz, twarz zdrady własnej cywilizacji i wspólnoty. "Patrzymy w twarz głodu twarz ognia twarz śmierci najgorszą ze wszystkich - twarz zdrady".
Jolanta Nawrot "Powrót pani Cogito":
Kilka godzin pociągiem, potem przesiadka
Na autobus, kilkanaście minut pieszo.
Głowa w prawo, głowa w lewo, noga, noga,
Przerwa na wciąganie miasta w proszku
dwiema malutkimi dziurkami. Pani Cogito
wraca do żywych po umartwiającym odwyku
od świeżego powietrza zdobywanego nielegalnie,
od zieleni liściastej i iglastej uprawianej bez pojęcia
o niebożym świecie – w doniczkach, na działce,
ale tylko do własnych celów.
Pogoda niepogodna. Pan Cogito widzi przez okno,
Jak żona dochodzi do oburzających wniosków,
otwiera bramę, dusi się i chrząka jak świnia,
która zostanie przerobiona na wegetariańskie kotlety
po wstrzyknięciu odpowiedniej ilości soi.
Szybko wyłącza zostawione na noc światło,
wyjmuje z kieszeni piersi sprawiedliwość,
aby oddać ją żonie, ale nie może
zasłonić w oczach pustki po wyciętej puszczy.
Jolanta Nawrot "28 lipca 2016 roku"
Mamy papieża, mamy uchodźców, mamy trybunały. Mamy
kupują kolorowanki odstresowujące – w środku są dzieci świata.
Córeczka nie wie, co zrobić – jak ma pokolorować białego
Murzynka o bezdyskusyjnie czarnych konturach? To koniec
lipca. Synek z kolegami łapie na mieście pokemony,
studenci na wakacjach w Niemczech zarabiają na życie
w Polsce, rolnicy sprzedają odchowane świnie za grosze,
by mięsożerni klienci marketów mogli zapłacić za nie
jak za zboże. A poeci w sezonie wysyłają wiersze na konkursy,
a powietrze jest tak duszne, że emeryci oddają dusze i oszczędności,
a ja zapisałam się na kurs prawa jazdy. Muszę jeździć ekonomicznie
i ekologicznie, poprawnie zmieniać biegi, ćwiczyć skrzyżowania.
Jest parking, choć nie ma drzew. W oczekiwaniu na instruktora
słucham radia, z którego dochodzi do mnie głos Herberta –
jakby połknął strunę. To audycja z okazji dojrzałej rocznicy jego
śmierci. Myślę o muzeum, w którym widziałam wciąż dobre sierpy.
Tyle odniesień udało mi się znaleźć na ten moment. Nie jest to może duża reprezentacja, bo podejrzewam, że herbertowskich nawiązań jest dużo więcej, ale pokazuje jak różne one są.
Marcisz wspomina "Potęgę smaku". Herbert jest tu przywołany jako autorytet. Z drugiej jednak strony jego przesłanie jest wypaczone. Trudno bowiem interpretować ten wiersz jako pochwałę nowobogackiej mentalności. Estetyka nie jest bezpośrednio związana z posiadaniem pieniędzy. Do tego samego wiersza nawiązuje Grabowska, która starania zachowania estetyki (nawet nieudolne) w czasach komuny tłumaczy właśnie "kwestią smaku". Tu również Herbert postawiony jest w roli autorytetu. Podobnie zresztą jak u Pałasza, który wszystko posypał sporą porcją patosu. Scena, w której dziewczyna nagle zaczyna recytować fragment "Raportu z oblężonego Miasta" jest tak podniosła, że aż nierzeczywista.
Kamiński i Nawrot to z kolei próby polemiki. Kamiński wykonuje przy tym intelektualnego fikołka na miarę Papieża Franciszka. Autor proponuje jakiś swoisty relatywizm, w którym to oblężeni mieli być tak naprawdę napastnikami. Nie można nazywać barbarzyństwa barbarzyństwem, bo jest to okazywanie wyższości. Cóż, osobiście nie odnajduję w "Raporcie z oblężonego Miasta" nic z tego, co imputuje główny bohater w swoich myślach, ale cóż...
Nawrot to jedyna poetka w tym zestawieniu. Porównuje ona Pana Cogito do świni. Ale jak wiadomo: nie ważne jak mówią - ważne, że mówią. Jeszcze muszę się przespać z tymi wierszami, bo jakoś nie łapię o co chodzi autorce.
Leave Czy Herbert żyje? [podejście pierwsze] to:
Read more #polish posts
Best Posts From Dawid Hallmann
We have not curated any of hallmann's posts yet. But you can encourage our curation team to review posts by visiting them regularly and by referring other readers. Because we give priority to frequently read content.
More Posts From Dawid Hallmann
- Pracownia Zmian o spotkaniach poza Matrixem
- Infografiki na IG
- KBK, czyli przecieranie szlaku
- Spontaniczność miejsc trzecich
- Hifromy i moce przerobowe
- Raport o stanie Królestwa. Lipiec 2026
- Spis treści (lipiec 2026)
- Wnioski po pierwszym spotkaniu Pracowni Zmian
- Wychodzimy z Matrixa...?
- Kolejny krok kabekowej opowieści